wtorek, 17 listopada 2015

wiedeńskie kawiarnie: Café Hawelka

Jak wiadomo wiedeńczycy uwielbiają kawę. Piją ją często i gęsto, a w mieście pełno urokliwych kawiarni, które mają swoich stałych bywalców i mniej lub bardziej rozbudowaną tradycję. Tym razem odwiedziliśmy Café Hawelka. Staromodne wnętrze, czeskie specjały i kawa... taka jak wszędzie.




O tym, że Café Hawelka w ogóle istnieje, dowiedziałam się z pocztówki z najsłynniejszymi wiedeńskimi miejscami spotkań. Spodziewałam się czegoś w stylu Café Demel - piękne, staromodne, ale wystawne i "porządne" meble. Jednak rzeczywistość okazała się być zupełnie inna. Czas zatrzymał się tu chyba na latach 70tych (co prawda nie znam ich z autopsji, ale tak sobie wyobrażam kawiarnie z tych lat). Rozchybotane i niepewne krzesła, brzydkie rury odstające od ścian i sufitu,  źle otynkowane, krzywe ściany, czerwona kotara oddzielająca salę od korytarzyku z wc, tablica ze spisem potraw pisana kredą i w dodatku jedna na cały lokal, ukryta za wieszakiem na kurtki...





i popiersie właściciela, którego żona przez długie lata piekła i sprzedawała tutaj czeski specjał - słodkie buchty. Dzisiaj też można ich spróbować. Najpierw razem z przyjaciółką, skusiłyśmy się na gorącą czekoladę i ciasto z jabłkami i serem.


Szczerze mówiąc nie zachwyciły mnie te smaki, ser był kwaśny i grudkowaty, a czekolada smakowała dosłownie jak słabe kakao. Postanowiłam dać temu miejscu jeszcze szansę i następnym razem wybrałam się tam z mężem, tym razem na kawę.


Dziwię się, że jest to popularny lokal, kawa smakuje tu jak wszędzie, a wnętrze raczej odstrasza niż zachęca. Kelner, pan po 50tce, również do najmilszych nie należy. Właściwie jestem bardzo rozczarowana, to chyba najgorsze miejsce w jakim do tej pory gościłam. Nie sądziłam, że w samym centrum Wiednia, w pierwszej dzielnicy, w otoczeniu sklepów słynnych projektantów, można trafić aż tak źle :)
Na szczęście spacer po tej dzielnicy i już nawet sam widok katedry św. Szczepana wynagrodziły nam złe wrażenia po wyjściu z kawiarni.


 Póki co najmilej wspominam wizytę w kawiarni przy słynnym domu Hundertwasserhausa, o którym pisałam tutaj. I oby więcej takich miłych miejsc! :)

10 komentarzy:

  1. Czekolada gorsza niż w Jamie Michalika? (ten teks już się nudny robi, ale będę mieć porównanie hehehe)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, w smaku jednak była lepsza niż w krakowskiej Jamie Michalika, za to atmosfera i styl miejsca jest nieporównywalny! Kraków górą w tym przypadku! :)

      Usuń
    2. Na pierwszy rzut oka (na zdjęcie) kawiarnia wydaje się być klimatyczna :)

      Usuń
  2. Jakoś tak wolnym skojarzeniem z tą buchtą przypomniała mi się pyszna serowa bułka drożdżowa mojej babci... Po 22 niedobrze myśleć o takich rzeczach! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak już mowa o wypiekach Twojej babci, to przychodzą mi na myśl te pyszne maślane bułeczki z patelni... :)
      A buchty to czeska specjalność. Z racji, że siostra mojej mamy żyje w Czechach od 40 lat, znam kilka przepisów i akurat za gnieciuchami buchtami nie przepadam, ale to kwestia gustu :)

      Usuń
  3. Ja mam co do Hawelki mieszane uczucia, ale są... bardziej na plus niż minus :) Fakt, gorąca czekolada była kiepska, ale ciasto jabłkowe przepyszne. A sernik też mi smakował, właśnie ze względu na kwaśny i grudkowaty ser - jak dla mnie dowód na to, że ciasto było robione z mało przetworzonego białego sera. Wystrój - cóż, kwestia gustu. Ja tam lubię takie małe, zagracone, pstrokate i chwiejące się wnętrza :D Co jednak nie ulega wątpliwości: nie ważne, co tam jadłam i piłam. Ważne z kim! A na pewno przy tym stoliku, przy którym siedziałyśmy my, kiedyś pił kawę Andy Warhol :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko mi w to uwierzyć, ale fakty są niezaprzeczalne, kawiarnia szczyci się słynną klientelą... Mi tam sernik nie smakował, moja Mama robi o wiele lepsze :)

      Usuń
  4. Katedra z pewnością zachwyca, mi wystarczy spojrzeć na zdjęcie by powiedzieć "wow", a co dopiero na żywo!!! Kawiarnia wnętrzem faktycznie jakoś nie zachwyca, szkoda, że smakowo też była klapa :(. Ale po to mamy takie wydarzenia w życiu, poznajemy takie miejsca, żeby je potem omijać :P :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja! :) Każde doświadczenie po coś jest :)

      Usuń
  5. Sernik wiedeński, a raczej sztrucla serowa nie ma z naszym sernikiem nic wspólnego, więc nie ma co porównywać. Kawiarnia jest kultowa, pisano o niej piosenki, należy do dziedzictwa kulturowego Wiednia. Nieprzyjemny kelner to pewnie właściciel, bo lokal prowadzą synowie i wnukowie starego pana Havelki zmarłego przed kilku laty. Kelnerzy w Wiedniu po prostu tacy są, nieco wyniośli ale bardzo profesjonalni, ale do turystów szczególnie w miejscach przeznaczonych dla rdzennych mieszkańców po prostu nie mają cierpliwości, co jak dla mnie jest całkiem zrozumiałe. Ja osobiście Havelkę lubię, szczególnie przed południem gdy nie ma tam jeszcze tłumów, bardzo lubię wypić tam kawę i zjeść sztruclę jabłkową. Lokal nie jest też z rozmysłem odnawiany, aby nie zatracić swojego charakteru.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Z Alicją przez Wiedeń , Blogger