niedziela, 4 października 2015

Nie tylko kawą żyje Wiedeń... dzisiaj będzie o herbacie!

Lubicie herbatę? Ja uwielbiam, a ostatnio chyba nawet trochę przesadzam z zakupami. Herbaty wypełniają dwie szuflady w mojej kuchni... Ale nie dziwcie się, odkryłam taki sklep, że Wy też na pewno odnaleźlibyście w nim wiele swoich ulubionych smaków. Demmers Teehause przy ul. Molker Bastai 5 znajduje się blisko centrum, rzut beretem od kościoła "Dwóch Wież" przy stacji Shottentor. Do wyboru mamy tu ponad 300 rodzai herbat - nie jest łatwo :)

Oprócz herbaty można tam kupić oczywiście przeróżne dzbanki, filiżanki i inne akcesoria, a na pięterku znajduje się herbaciarnia - to tam pierwszy raz w życiu spróbowałam MATCHy, czyli napoju ze sproszkowanych liści zielonej herbaty (zawsze najwyższej jakości, 30 g. najtańszego proszku kosztuje 20 euro). A na zdjęciu Matcha Latte, czyli intensywna zielona herbata z mlekiem sojowym o smaku waniliowym. Brzmi dziwnie, ale smakuje pysznie :)


Matcha jest bardzo intensywna, cierpka i gorzka (proszek należy bardzo dobrze rozmieszać specjalną bambusową miotełką, żeby idealnie się rozpuścił). Zawiera dużo antyoksydantów, kofeiny i witamin, jest naturalnym zastrzykiem energii na cały dzień. Tutaj wypijamy nie tylko wywar z liści zielonej herbaty, ale całe te sproszkowane liście!


Asortyment herbaciarni jest dość duży, można spróbować wielu rodzai herbat, kilku wariacji na temat Matchy (bio - tylko z wodą, latte - z mlekiem sojowym, albo w postaci koktajli bananowych, pomarańczowych i z lodami waniliowymi), Na przekąskę serwowane są wyśmienite ciasta, w tym suflet czekoladowy z bitą śmietaną. Mmmmm :)



Urzekły mnie czajniczki japońskiej marki ZERO, nie wiem, może tylko mi się tak wydaje, ale herbata z tego cacka smakuje mi jeszcze lepiej.


A teraz czas na herbatę.


"Jaśminowe Smocze Perły". Ta herbata od razu przypadła mi do gustu. Liście zielonej herbaty są ręcznie zwijane w kulki i aromatyzowane świeżo zebranymi kwiatami jaśminu. Można ją zaparzać czterokrotnie. Próbowałam. Przez cały dzień zalewałam kulki cztery razy i zawsze smakowały wyśmienicie, już przy pierwszym parzeniu trochę się rozwijają, a przy czwartym parzeniu zalewamy już całkiem otwarte liście. Objętość herbaty powiększa się trzykrotnie, trzeba pamiętać o dużym sitku lub filtrze, w którym bez problemu zmieści się ich aż tyle. Ta herbata to prawdziwy rarytas, cena za 100 g. to 19,80 Euro!


Nazwa tej herbaty Lung Ching oznacza Smoczą Studnię. jest wiele legend związanych z tą nazwą, jedna z nich mówi o tym, że plantacji herbaty groziła susza i całkowite zniszczenie plonów, dlatego pewien Mnich poszedł prosić o deszcz Smoka, który mieszkał przy pobliskim źródełku. Smok spełnił prośbę mnicha i odtąd źródło już nigdy nie wysycha, a plantacja herbaty zyskała nazwę "Lung Ching" - Smocza Studnia :)
Liście tej zielonej herbaty są również ręcznie zbierane i prażone na dużych patelniach, dlatego też są płaskie i długie. Smakuje wyjątkowo delikatnie i łagodnie jak na zieloną herbatę, nie ma gorzkiego posmaku. Centa za 100 g. to 9,80 Euro.


A to moja ulubiona czarna herbata. Ostfriesischer Sonntagstee to mieszanka wysokiej jakości herbat Assam (czyli najmocniejszych czarnych herbat) z domieszką aromatu waniliowego. Według ostfryzyjskiej tradycji, pija się ją z cukrem kandyzowanym i mlekiem w nietypowej dla nas, Polaków kolejności. Do filiżanki najpierw wrzuca się cukier kandyzowany i dopiero później zalewa się go gorącą zaparzoną herbatą (słychać pękające kryształki cukru) ewentualnie doprawiając całość mlekiem. Mi osobiście herbata z mlekiem nie smakuje i nie wiem czy uda mi się kiedyś przekonać do takiej mieszanki. :)
Ta herbata rzeczywiście smakuje wanilią, ja uwielbiam słodkie aromaty, więc bardzo ją lubię, ale niektórym może przeszkadzać ten lekko słodkawy smak. Cena to 6,00 Euro za 100 g.

Dla smakoszy i znawców herbat, to pewnie nic nowego, ale ja dopiero dwa miesiące temu dowiedziałam się, że wszystkie herbaty pochodzą z "jednego" rodzaju drzewka herbacianego, a taką ich różnorodność (czarna, zielona, biała, olong, pu-erh) zawdzięczamy różnicom w zbiorach, suszeniu, fermentacji, obróbce, regionie hodowli i wysokości na jakiej rosną krzewy. Niby oczywiste, ale jakoś wcześniej sobie z tego nie zdawałam sprawy :) NA CAŁE SZCZĘŚCIE - człowiek uczy się całe życie!

I na koniec odrobina słodyczy:


Na zdjęciu tego nie widać, ale w słoiczku znajduje się biały cukier kandyzowany zalany likierem pomarańczowym z dodatkiem skórki pomarańczowej, idealnie pasuje do Earl Grey Royal z dodatkiem aromatów pomarańczowych. A ten prostokąt w barwach czerwonych i białych z napisem "Typisch Osterreich", to słynna austriacka czekolada firmy ZOTTER. Mają tak przedziwne smaki, że bałabym się ich nawet spróbować. Odnajdziemy tam między innymi: siemię konopne i kawę, albo ser, orzechy włoskie i winogrona. Ta, którą ja próbowałam (typowo austriacka) była z nadzieniem z orzechów laskowych, szczyptą cynamonu i czymś, czego nie ma w słowniku, więc nie do końca wiem co zjadłam :) Pocieszające jest to, że wszystkie czekolady zawierają składniki z obszarów biologicznych i każda opatrzona jest logo FAIRTRADE. Wynagradza to cenę 3,80 Euro za 70 gram czekolady :)

Ok, idę sobie zalać herbatę! :)

14 komentarzy:

  1. Herbaty uwielbiam, zwłaszcza zielone... :) Mając Matchę, bambusową łopatkę i miotełkę możesz ceremonię herbaty odprawić :)

    Super wpis, uwielbiam takie miejsca... no i na czekoladę bym się skusił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ale chwilowo ceny mnie przerażają :) Na cały zestaw (miseczka, łopatka i miotełka) potrzebuję 55 Euro a do tego nawet najtańsza matcha to koszt 20 Euro... 75 Euro, czyli 300 zł... hmmm, jeszcze chwilę muszę poczekać, bo póki co mam inne wydatki :)

      Usuń
    2. Do tego kimono i wybudowany pawilon herbaciany... masz rację, za droga impreza, :) ale za taki pokaz parzenia herbaty w Tokio liczą sobie ok 200 Euro za osobę....

      Tak, ja jak na razie zostaję przy zielonej. :)

      Usuń
    3. Czerwona jest najlepsza ;)

      Usuń
    4. Właśnie o dziwo wcale nie jest tu popularna :)

      Usuń
  2. Jeszcze małe wtrącenie, takie jedno malutkie, maluteńkie, takie tyci tyci... rzeczywiście herbata z czajniczka i czareczek smakuje o niebo lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Cieszę się, że to nie tylko moje wrażenie :) a te czareczki są rewelacyjne, szybciej stygnie w nich herbata i w ogóle, smakuje jakoś tak wykwintnie :)

      Usuń
  3. Matcha brzmi ciekawie, chociaż najbardziej przekonuje mnie ostatnia, czarna z aromatem waniliowym. Pewnie dodałbym do niej odrobinę mleka, bo od kiedy mieszkam w Anglii nie wyobrażam sobie English Breakfast bez dodatku mleka... A z wanilią smakowałoby smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam za picie herbaty z mlekiem! :) Zrobię kiedyś drugie podejście, ale obawiam się, że nie polubię :) Ale jeśli w końcu nas odwiedzicie, to chętnie Was poczęstuje herbatą z dodatkiem mleka :)

      Usuń
    2. Spróbuj na początek z mocno zaparzoną herbatą, chyba najlepiej z jakąś czarną ;)

      Usuń
  4. W składzie tej czekolady jest Sternanis czyli anyż gwiazdkowaty i Graumohn - to chyba zwykłe szare ziarna maku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, właśnie o to Graumohn mi chodziło, w kilku ich czekoladach natknęłam się na tą nazwę, dziękuję za wyjaśnienie :)

      Usuń
  5. O mamooooo, nie dziwię się w ogóle, że masz tak zapełnione szuflady :D! Ja mam fioła na punkcie herbaty, jednak budżet skutecznie mnie ogranicza. Gdybym trafiła do takiego miejsca, rozpłakałabym się chyba z bezsilności na stan konta i błagałabym o darmowe próbki haha :D. A tak poważnie mówiąc, to byłabym w siódmym niebie. Tyle herbat! Te czajniczki japońskie wyglądają super :)!

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowity klimat i kunszt parzenia herbaty hmm... Gdyby w Krakowie można było coś takiego znaleźć... Co prawda są niezłe herbaciarnie, ale jednak stosunek ceny do jakości pozostawia wiele do życzenia. Mam nadzieję, że kiedyś odwiedzimy tą wiedeńską wraz z rodziną ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Z Alicją przez Wiedeń , Blogger